Listopad to miesiąc kiedy szał wynajmu minął. Szczęśliwi najemcy znaleźli swoje cztery kąty. Wynajmujący znaleźli najemców, którzy zapłacą za opłaty administracyjne, czynsz najmu i przypilnują mieszkania.
Czy na pewno ???
Ostatnia spotkaliśmy się na imprezie z różnymi ludźmi. Znajomi naszych przyjaciół opowiadali ciekawą (a z pewnością pouczającą) historię najmu swojego mieszkania.
Mieszkanie dostali od rodziców - “po babci”. Mieszkanie nieduże czterdzieści parę metrów kwadratowych, pierwsze piętro, rozkładowe, w okolicy Placu Kościuszki. Z biegiem upływu czasu rodzina się powiększyła i mieszkanie zrobiło się ciasne.
Zapadła decyzja o zmianie. Tylko co ? Większe mieszkanie, czy mały domek ?
Po rodzinnym głosowaniu zapadła decyzja. Mały domek w granicach miasta !!!
Szukali. Oglądali. Znaleźli. Stan deweloperski, ale to lepiej, bo mogą wykończyć według własnego uznania. “Wymienili” kilka firm (o tym w innym miejscu) i znaleźli tą jedną, solidną i niedrogą. Nastał czas przeprowadzki. Mieszkanie zostało puste.
Co zrobić ? Sprzedać ? A może wynająć ?
TAK wynająć. Dodatkowy dochód się przyda np. na spłatę kredytu zaciągniętego na dom.
Mieszkanie nadawało się do małego remontu. Mamy dobrą firmę to raz dwa odświeży.
Dodatkowo wymienili kuchenkę gazową (bo ponoć tamta była za stara), zmywarka dwuletnia, łazienka w wysokim standardzie jak na początek drugiej dekady XXi wieku przystało. Meble ich własne, niezniszczone bo gospodyni zawsze dbała o wszystko co w domu. Doposażyli w meble (już na życzenie klientów) więc z wynajęciem nie było kłopotów mimo iż sezon na wynajem nie był najlepszy.
Wynajęli młodzi ludzie, rozpoczynajacy studia na UW, które już mają (jak zrozumieli) pracę we Wrocławskich pub-ach. Przyjechali z regionów gdzie wychowała się i mieszkała żona więc prawie rodzina.
Czynsz za lipiec i sierpień ustalono w wysokości 50%, bo wakacje, bo dopiero zaczynamy itd oraz opłaty administracyjne plus liczniki płatne przelewem na konto.
I zaczęło się:
Za lipiec czynsz wpłynął zgodnie z umową.
Później wakacje, urlopy. Czas płynął szybko. Należności na koncie nie było.
Kiedy we wrześniu dzwonili i pytali co się dzieje usłyszeli, że pracodawca spóźnia się z zapłatą wynagrodzenie lub płaci w ratach. We wrześniu pieniądze otrzymali tylko za sierpień (50% - zgodnie z umową).
Nastał październik. Najemcy wiecznie nieobecni bo albo na uczelni, albo w pracy. Właściciele też zapracowani, tygodnie uciekają. Koniec października to ostra rozmowa telefoniczna i umówione spotkanie na poważną rozmowę i rozliczenie. Przyjeżdżają na 18.00. Punktualnie, bo nie wypada się spóźnić. Dzwonią domofonem. Cisza. Dzwonią telefonem. Nikt nie odbiera. Otwierają drzwi zapasowymi kluczami (które na szczęście zachowali przed wynajmem), wchodzą do środka i ....
Oczom nie wierzą. Ich mieszkanie wygląda jak pobojowisko. Trąba powietrzna i pierwsza linia frontu nie narobiłby tylu szkód co lokatorzy po których został tylko niemiły zapach (dosłownie).
Korytarz zabarykadowany workami ze śmieciami (cud - worki związane), plastikowymi butelkami i workami ze szkłem różnego rodzaju (ekologiczni - segregują odpady). Łazienka … lepiej nie opisywać tego o czym donosił zmysł węchu.
Pokoje jak pokoje. Niesprzątane i niewietrzone przez ostatnie kilka tygodni. Meble zmieniły swoje dotychczasowe ustawienie.
Hitem była kuchnia. Kuchenka na której nic nie można ugotować, bo resztki po tym co wykipiało nie pozwalały na rozgrzanie palników.
Piekarnik stał się magazynem przypalonych garnków wraz z resztkami jedzenia zaschniętymi na kość.
Zmywarka najlepiej zachowane urządzenie z jeszcze nie wyjętymi naczyniami (nie wiem gdzie by można je było schować).
Ogólnie - pobojowisko.
Podsumowując. Wynajem mieszkania zakończył się całkowitą porażką.
Wysprzątanie mieszkania zajęło trzy dni. Odmalowanie kolejne trzy. Na szczęście sprzęty pozostawione w mieszkaniu nie uległy zniszczeniu. Do zapłaty pozostały rachunki za zużytą wodę (wg stanu licznika to mieszkało tu chyba przynajmniej 10 osób), energię (bez komentarza !) oraz opłaty administracyjne od sierpnia (za lipiec na szczęście zapłacili właściciele). O dodatkowym dochodzie z czynszu nie wspomnę.
Dlaczego tak się stało ?
Tak jak pisałem 2.08.2016 r. “Umowa najmu - po co ją podpisać. Co powinna zawierać.” w punkcie 7) piszę, że w u mowie należy określić kiedy na jakich warunkach właściciel może wejść do mieszkania. Może to się odbyć w określonych dniach miesiąca i godzinach, ile razy w tygodniu, po uprzednim uzgodnieniu terminu, w nagłych przypadkach należy dopuścić „niespodziewane” wizyty.
A tak naturalnie: czy wynajmujący przynajmniej raz w miesiącu nie może “pojawić się” na nieruchomości np. odbierając czynsz i zobaczył czy wszystko jest tak jak zostawił to najemcy, a najemca mógłby zgłosić np. usterki, które pojawiły się od wydania lokalu.
To tak ku przestrodze. Przypadek może skrajny, ale tak naprawdę to wina wynajmujących, którzy po podpisaniu umowy przestali interesować się swoim mieszkaniem.
Nikt nie zadba o naszą własność bardziej niż my sami ! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz